Trzy razy o smutku

IMG_20171228_181756_593

Przychodzi wczesnym rankiem, kiedy światło zaczyna przebijać się przez szwy nad horyzontem. Bezgłośnie opada nad Twoją ulicę i zawisa za kuchennym oknem. Czai się, czeka. I właśnie w tej chwili, w której spinasz włosy i wlewasz do filiżanki czarną kawę, wpełza do środka i obejmuje Cię za szyję, za oczy, za serce. Smutek, zimowy smutek: choćbyś miała dłonie pełne gwiazd i grudek złota, i sypała nimi po białej ziemi, nie odejdzie, będzie milczał, wtulony w Twoje życie, mruczący jak kot.

IMG_20180108_173202_300

Przebić się przez mróz, przez zaszronione trawy, zlodowaciałe chodniki; przez most na drugą stronę rzeki, przez zieloną bramę, przez kręte rampy schodów; później zamienić się w cień i przecisnąć się przez dziurkę od klucza, i brnąć dalej, przez przedpokój i śnieżycę, i tumany ciemnego gniewu, i wszystkie piekielne kręgi niepokoju, aż do okna, przy którym siedzi, pochylony, i dotknąć dłonią filiżanki, z której pije herbatę; zadzwonić łyżeczką w talerzyk, żeby usłyszał, żeby wiedział, że czas nadal płynie i że w tym przemarzniętym mieście zostało jeszcze trochę ciepła; i zniknąć.

IMG_20180216_234544_840

Ten wieczór zasypia w śnieżnym pyle, takie wieczory lubią najbardziej. Nadchodzą z Północy, nie niosą nic, ani tobołków, ani latarń, ani chleba na drogę. Szurają po chodniku stopami z wikliny, zostawiają w śniegu bruzdy i plamy. Kiedy słyszę za oknem ich równe drapanie, rozpalam ogień, sypię na stół mąkę, polewam chłodną wodą. Nie wejdą do domu, w którym rośnie chleb. Ominą okna, zza których płynie ciepło. Idą dalej, wiklina skrzypi, nie mówią ani słowa. Jeśli ktoś spojrzy zza zasłony i zobaczy ich szare oczy, będzie długo stał z dłonią na szybie, z coraz słabiej bijącym sercem, i szukał w tym mroku cieni, które przemknęły mu przez życie. Suną wzdłuż brzegu powolnym, trzeszczącym orszakiem. Otwieram okno, żeby zapach chleba wypełnił powietrze, żeby ogień z pieca rozgrzał ziemię, po której stąpają. Jeżeli to się uda, zawrócą, odejdą, nie dotrą do domu nad rzeką, w którym pali się blade światło. Rano ich ślady zmieszają się ze śladami mioteł, a ja zamknę okno, wygaszę ogień i zasnę.

 

Dodaj komentarz