Sowa

Dawno temu spędziłam tydzień na okręcie marynarki wojennej i któregoś dnia kucharz opowiedział mi o sowie, którą trzymał w domu jego wuj. Sowa siedziała na gałęzi w mosiężnej klatce i nieruchomo wpatrywała się w pejzaż za oknem. Kiedy dzień wstawał jasną zorzą, albo kładł się czerwonym zachodem, sowa wydawała z siebie coś w rodzaju westchnienia, niskie i głębokie „uuuuch”. To samo działo się kiedy wuj kucharza grał na skrzypcach, kiedy czytał na głos żonie, kiedy podchodził do okna, żeby popatrzeć na przelatujące ptaki. Któregoś dnia wuj umarł, a sowa zamilkła. Wszechświat rozpościerał przed nią swoje codzienne cuda, ale pozostawała wobec nich obojętna. Pewnej nocy wdowę obudziło sowie westchnienie. Usiadła na łóżku i zobaczyła, że sowa zwrócona jest do wnętrza pokoju, wpatruje się nieruchomo w jeden punkt na środku podłogi, i powtarza „uuuuch”, „uuuuch”, raz za razem. Ogarnął ją strach i oddała sowę obcym ludziom, ale kucharz, który był wolnym duchem, powtarzał stojąc na pokładzie, że ciotka postąpiła niewdzięcznie, pozbywając się jedynego ogniwa łączącego ją z zaświatami. Dzisiaj ktoś przyniósł mi sowie pióro znalezione w lesie, zawiesiłam je nad oknem i przypomniałam sobie tę rozmowę na statku.

2 myśli na temat “Sowa

Dodaj odpowiedź do annaaschenbach Anuluj pisanie odpowiedzi