Kiedy byłam małą dziewczynką, świat, w którym żyłam, wypełniały baśnie. Mieszkały nie tylko w książkach, które czytali nam Rodzice, nie tylko w babcinych opowieściach z dalekich krain dzieciństwa, nie tylko w zabawkach: szytych, sklejanych, struganych przez kochające dłonie. Baśnie chowały się w niemal każdym przedmiocie, który wyciągało się z kredensu, i w każdym zaułku Żoliborza. Dziadek stukał w chodnik szpicem starego parasola i uczył nas tej przedziwnej topografii: gdzie sypia wiślana syrena, a gdzie maleńka topielica; gdzie czai się licho; w które okna patrzeć, żeby zobaczyć cudze sny, a gdzie zamilknąć, żeby naszych słów nie podsłuchała topolowa czarownica. Historie o talerzach i dzbankach, o starych pierścionkach, nakładały się na siebie, splatały, i wciąż na nowo odżywały w naszej wyobraźni.
Większość dzieciństwa spędziłyśmy w ogrodzie. Mogłabym napisać o tym miejscu całe księgi. Znałyśmy na pamięć wszystkie jego zakamarki, fakturę każdej gałęzi, każdego kamienia. Ogród był mydlaną bańką, przestrzenią poza czasem i jego prawami. Poranki i zmierzchy, i pory roku, nasze zabawy, kwiaty i owoce: wszystko działo się jednocześnie, miało swój początek, rozwinięcie i koniec na jednej kępce trawy, przy jednym pniu. Epoka baśni.

Książka, którą szykuję, zaczyna się i kończy w ogrodzie. Są w niej baśnie, które bardzo chcę posłać w świat, żeby przypominały – gdzie trzeba – o niezwykłej mocy, jaką mamy w sobie i o tym, że jesteśmy dziećmi światła. Premiera miała się odbyć w grudniu, ale śmierć mojego Taty odsunęła moje myśli od wszystkich innych spraw. Teraz, wobec budzącej się zieleni, wobec nowej nadziei, dopisuję ostatnie słowa, dorysowuję liście. Poniżej – jesienna zapowiedź książki. Wkrótce pojawi się nowy zwiastun. Dziękuję z całego serca wszystkim, którzy wspierają mnie w tym projekcie życzliwością, dobrym słowem, wiarą we mnie. Jestem Wam za to bardzo wdzięczna.
Śnił mi się ogród, cichy ogród o poranku. Szłam po mokrej trawie i patrzyłam na znajome cienie. Już kiedyś dotykałam tych liści, wyplątywałam włosy ze starych gałęzi: woda w ciemnej dziupli, dzikie wino pełne pszczół, ptasi puch… Już tu kiedyś byłam, już to wszystko widziałam, dawno temu, w innym śnie.
Urocze, poprostu urocze i piękne
PolubieniePolubienie
Pani Aniu, piękne, przepełnione takim spokojem. Przenosi mnie w cudowny dziecięcy świat. Potrzeba teraz takich tekstów.
PolubieniePolubienie